niedziela, 24 lutego 2019

Kalameny, kalameny. Natural Spa.

Podróż do Natural Spa. Kalameny koło Lucki.


Po drodze - Glinka.

Kalameny, czyli „dzikie” gorące źródła na Słowacji, obok miejscowości Lucky, kilkanaście kilometrów od Rożemberoka. Dobra baza wypadowa dla wycieczek pieszych: na Wielki Choć; pieszych bądź rowerowych: Zamek Liptowski, Dolina Kalamenów, Lucky. Przede wszystkim jedna źródła. W zasadzie bajorko o głębokości „po uda”. Ciekawe zjawisko – w terenie, za free (z wyjątkiem niedziel – wtedy ktoś tam bierze za parking, nie wiem na ile oficjalnie). Temperatura wody w bajorku jest jednak taka, że chyba nie są to źródła na zimę.

Parkować większe wozy można na obszernym parkingu poniżej, wzdłuż drogi na wysokości źródeł i w kilku fajnych miejscach powyżej nich. Akurat w ostatni weekend pogoda nas zaskoczyła. Celowo nie śledziliśmy prognoz. W dzień bywało łanie, ale w nocy...

Szło ku zimnemu. Poszliśmy więc zażyć nocnych gorących kąpieli źródlanych. Potem w samochodowe pielesze. Zatrzymałem się, przy obserwacji pogody, na 4 stopniach. Blisko to Tatr, uznałem, że bez jaj, chłodniej już nie będzie. W końcu to dopiero koniec września. Zasnęliśmy. W opatuleniu ciepło było. Obudziłem się rano, o niewiadomej godzinie, za to przy widocznym słońcu. Otworzyłem drzwi wyjrzałem. Niedaleko stał znajomy z wieczora Ukrainiec. Obok niego jakieś indywidua. W takim sensie indywidua, że faceci brodaci, w czapkach z logo Fiord Nansen czy coś takiego, rękawiczkach, brody jak spod K2. Rękawiczki obejmowały herbatę. Co, kuźwa, pomyślałem, że na festiwal filmów górskich Adrenalinium się szykują, spod Himalajów uciekli i zapomnieli się rozebrać? Wyglądali jak z bieguna. Odwróciłem trochę głowę, patrzę, a na trawie….


Szron. Na dachu, we wnętrzu lód. A tak się przyjemnie i ciepło spało. Znaczy to, że można długo w ten sposób... Był początek października.


Miejsce pożądania  Natural Spa.


Namiary GPS
49.13338, 19.41982



Ta droga jest ograniczona zakazem wjazdu jakieś 200m - 250m powyżej sadzawki, jest jednak nitka drogi przejezdna dla vanów. Droga twarda, szliśmy nią 3 godzinki, mijając stanowisku słowackich Bus-Vanów. Może to byli myśliwi ze specjalnym pozwoleniem.


  Niedawno pisałem o  grilu. Jest to zdecydowanie jakiś polski symbol, pomimo że nie symbol turystyczny, archetyp ostatnich dekad. Wtedy należał do jakichś panów, którzy wysiedli zjedli i pojechali. Mięsne, nowoczesne, osobiste, indywidualne, krwiste, polskie. Popatrzyliśmy się na całokształt ich pobytu i żarełko, żeby stwierdzić, że też jesteśmy głodni i wziąć się za jedzenie.

Ostatnio mieliśmy do czynienia z innym archetypem. Na Słowacji, w Kalamenach. Podczas pobytu na noclegu, obok stanął jakiś pan busikiem, z rejestracją słowacką. Słowak, nie inaczej, skoro tak. Dopóki nie pojawił się inny charakterystyczny element. Pan nagle wyjął z auta samowar. Trochę nas to z początku dziwiło, ale przestało dziwić, jak powiedział, że jest Ukraińcem, pracującym na Słowacji. Zaprezentował nam, jak samowarzy, jak najlepiej nabyć takie coś. Ciekawe to było, choć w wieczornym półmroku i przy dosyć wysokiej temperaturze powietrza mogły pójść w zapomnienie. Za to rano obudził nas szron na trawie. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, z uwagi na pewne konieczności fizjologiczne, zbawienna była wyciągnięta zaraz dłoń z kubkiem gorącego czaju z samowaru. Współczesna i środkowoeuropejska fajka pokoju, jak to Beata określiła. Podobne porównanie trudno byłoby znaleźć dla „grylla”.
Tak mi się jakoś ta sytuacja przypomniała teraz, podczas krótkiego dnia i słuchając roztrząsań na temat potrzeby wspólnoty i łączenia, przy okazji święta 11 listopada.




A  latem w okresie soboty - niedzieli za wjazd oplata chyba 1 eura.



Wodospad w Luckach.


Lucki


1 komentarz:

Radio montaż renault Trafik 2007 rok

  Do podłączenia nowego radia w Renault Trafic II (rok 2007) potrzebne są dwie kostki ISO i odpowiedni adapter, jeśli chcesz zachować stero...